Kościół Nihilistów | religia wymyślona
Kobiety generują nieco niższe moce i jeżdżą wolniej

Globalizm to zniewolenie | Cóż to jest „praworządność”?

Globe-86244_640

Image by Gerd Altmann from Pixabay

 

Jeszcze we wrześniu odbędzie się druga tura konsultacji społecznych traktatu pandemicznego WHO, w ramach którego Światowa Organizacja Zdrowia ma otrzymać kompetencje do ustalania jednej – wspólnej dla całego świata – strategii walki z pandemią, próbując naruszyć kompetencje rządów do stanowienia własnej polityki zdrowotnej. Z kolei na październik zaplanowano kolejny szczyt WHO, który będzie prawdopodobnie następnym etapem ograniczania naszej narodowej suwerenności.

Eksperci Ordo Iuris wezmą udział w konsultacjach, zabierając głos i przekazując na piśmie nasze stanowisko. Chcemy także uczestniczyć w szczycie WHO w Berlinie. Liczę na to, że będziemy mogli pojawić się na miejscu, ale jeśli nie otrzymamy stosownej zgody – weźmiemy udział w wydarzeniu zdalnie. Skierujemy również pismo do polskiego Ministerstwa Zdrowia, pytając o to, kto będzie reprezentował Polskę w Berlinie i jakie będzie stanowisko polskiego rządu.

Tymczasem urzędnicy UE rozpoczęli właśnie prace nad komunikatem Komisji Europejskiej, ustanawiającym „strategiczne ramy UE dotyczące zdrowia na świecie”. Wydaje się, że dokument ma dla KE znaczenie priorytetowe. Rozpoczęte dopiero konsultacje mają się zakończyć już w połowie września, a finalny projekt ma być przyjęty jeszcze w tym roku. Pośpiech Komisji jest zastanawiający zwłaszcza w kontekście coraz bardziej zaawansowanych prac nad traktatem pandemicznym WHO.

Pomimo tego, że traktat pandemiczny ma poszerzać kompetencje Światowej Organizacji Zdrowia, to na tę chwilę nie ma ona ani prawa, ani narzędzi do narzucania rządom swojej polityki. Inaczej jest natomiast w przypadku urzędników Unii Europejskiej, którzy nie mają oporów, by – stosując szantaż finansowy – wymuszać konkretne rozwiązania prawne na państwach członkowskich UE. Dlatego przyjęcie unijnego dokumentu, pozostającego w korelacji z założeniami traktatu WHO, może skutkować umożliwieniem urzędnikom unijnym rzeczywistego egzekwowania postanowień traktatu. Dzięki temu Unia Europejska stałaby się swego rodzaju władzą wykonawczą prawa stanowionego przez ekspertów WHO.

Nietrudno sobie wyobrazić jak to egzekwowanie mogłoby wyglądać. Wystarczy zwrócić uwagę na to, w jaki sposób eurokraci odbierają Polsce suwerenność przy pomocy mechanizmu warunkowości i funduszy pochodzących z Krajowego Planu Odbudowy. Komisja Europejska wie, że w obliczu kryzysu gospodarczego, wywołanego przez pandemię i wojnę na Ukrainie, Polska bardzo potrzebuje przysługujących nam pieniędzy z KPO. Dlatego korzystając z sytuacji, Komisja szantażuje polski rząd, używając do tego zwłaszcza pojęcia „praworządności”.

W tym celu sporządzono kolejny coroczny raport o praworządności, w którym Komisja Europejska ocenia stan „rządów prawa” w każdym z państw członkowskich. Raport zawiera też po raz pierwszy zalecenia dla rządów krajowych. Komisja już zapowiedziała, że w przyszłym roku zamierza poddać ocenie realizowanie zaleceń. Tymczasem w raporcie, Polska jest krytykowana za ochronę uczuć religijnych, walkę z cenzurą w internecie, ochronę dzieci i młodzieży przed ideologiczną indoktrynacją w szkołach czy nawet wprowadzenie stanu wyjątkowego na granicy polsko-białoruskiej.

Prawnicy Ordo Iuris interweniują wszędzie tam, gdzie najbardziej zagrożona jest nasza suwerenność.

Zorganizowaliśmy w Brukseli międzynarodową konferencję z udziałem eurodeputowanych i przedstawiliśmy anglojęzyczny raport, zawierający zbiór naszych analiz, poświęconych zagadnieniu „praworządności”. Opublikowaliśmy szereg ekspertyz i komentarzy prawnych dotyczących Krajowego Planu Odbudowy i skutków wdrożenia „kamieni milowych”, które przyjęto w ramach umowy o KPO. Przygotowaliśmy analizę najnowszego raportu KE nt. praworządności w Polsce.

Monitorujemy prace nad traktatem pandemicznym WHO oraz alarmujemy w tej sprawie polski rząd i opinię publiczną. Przekazaliśmy także Komisji Europejskiej opinię prawną w sprawie projektu „Strategiczne ramy UE dotyczące zdrowia na świecie”.

Traktat globalizmu, cenzury i ideologii

Prawnicy Instytutu Ordo Iuris od samego początku monitorują, alarmują i biorą aktywny udział w pracach nad tekstem traktatu pandemicznego Światowej Organizacji Zdrowia. Zabraliśmy głos w trakcie pierwszej sesji konsultacji społecznych dokumentu i zwracamy uwagę rządu na konieczność zatrzymania potencjalnego ataku na polską suwerenność.

Tym bardziej, że projekt traktatu to nie tylko centralna rola WHO w tworzeniu polityki zdrowotnej na świecie, ale także globalna cenzura osób wzywających do otwartej debaty naukowej na temat sposobów walki z zagrożeniem epidemicznym i… „równość genderowa”, która stała się stałym elementem większości istotnych dokumentów prawa międzynarodowego.

Przeanalizowaliśmy już pierwszą wersję projektu i przesłaliśmy do Komisji Europejskiej i Rady Unii Europejskiej wniosek o udostępnienie wszystkich dokumentów, dotyczących prowadzonych negocjacji traktatu. Będziemy także obecni podczas kolejnej sesji wysłuchań publicznych, które odbędą się jeszcze w tym miesiącu. Nadal organizujemy również sprzeciw społeczny. Pod naszą petycją w tej sprawie podpisało się już prawie 30 000 osób.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Wspieram działania Ordo Iuris

 

Skąd ten pośpiech?

Równolegle do prac nad traktatem WHO, będą się toczyć prace nad ogłoszonym właśnie komunikatem Komisji Europejskiej na temat „strategicznych ram UE dotyczących zdrowia na świecie”.

Inicjatywa ma być „aktualizacją” przyjętego w 2010 r. Komunikatu Komisji do Rady, Parlamentu Europejskiego, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów pt. „Rola UE w kontekście zdrowia na świecie”. Tamten dokument zapoczątkował działania Unii Europejskiej w dziedzinie ochrony zdrowia w kontekście ogólnoświatowym. Urzędnicy KE podkreślają, że tekst bardzo się „zdezaktualizował” przez ostatnie 12 lat. I rzeczywiście nie sposób nie zauważyć, że dzisiaj podobne dokumenty wyglądają zupełnie inaczej – w tym nie znajdziemy bowiem informacji na temat „zdrowia i praw reprodukcyjnych i seksualnych”, nieskrępowanego dostępu do aborcji czy „równości genderowej”.

Dlatego teraz, w zapowiedzi dokumentu jest już mowa choćby o „Celach Zrównoważonego Rozwoju 2030”, wśród których znajduje się między innymi „równość genderowa”, czy „powszechny dostęp do świadczeń z zakresu zdrowia seksualnego reprodukcyjnego” i „korzystanie z praw reprodukcyjnych” (co w języku ideologów oznacza po prostu powszechny dostęp do aborcji na życzenie).

W kontekście pandemii Covid-19 stwierdzono natomiast, że „systemy opieki zdrowotnej na świecie nie są wystarczająco silne i odporne, aby radzić sobie z globalnymi zagrożeniami, w tym chorobami zakaźnymi”. Komisja podkreśla, że nowy projekt ma wzmocnić „wiodącą pozycję UE i jej wkład w politykę w tym obszarze”.

Dodatkowym sygnałem do niepokoju jest ekspresowe wręcz tempo przyjęcia projektu. Konsultacje społeczne ogłoszonej dopiero inicjatywy zakończą się już 19 września, a finalny dokument ma zostać przyjęty jeszcze w tym roku. Nasze stanowisko w tej sprawie zostało już przesłane do Komisji.

W przekazanej KE opinii prawnej, nie tylko odnosimy się krytycznie do prób ideologizacji dokumentu i odbierania rządom krajowym suwerenności w dziedzinie polityki zdrowotnej, ale także przekazujemy propozycje konkretnych działań, jakie UE mogłaby podjąć w ramach nowej strategii. Wśród nich znalazło się między innymi zapobieganie wpływom lobby farmaceutycznego w odniesieniu do łańcuchów dostaw leków czy reforma programu kształcenia w zawodach medycznych, która pozwoliłaby na poprawę warunków pracy lekarza i jednocześnie ograniczyła możliwość ich pracy poza granicami państwa, które sfinansowało ich edukację medyczną.

 

Ryzyko chaosu w systemie prawnym

Potwierdzenie tez traktatu pandemicznego w oficjalnym dokumencie UE może być o tyle niebezpieczne, że organy unijne mają już doświadczenie w narzucania państwom członkowskim swoich rozwiązań siłą, czyli w praktyce – finansowym szantażem.

Doskonałym przykładem jest tu choćby Krajowy Plan Odbudowy, czyli środki finansowe, jakie powinna otrzymać Polska na odbudowę gospodarczą – po kryzysie związanym z pandemią. Choć pieniądze z funduszu dostają wszystkie państwa unijne, to w przypadku Polski, wypłata środków z KPO od początku była instrumentem finansowego szantażu.

Wychodząc naprzeciw żądaniom unijnych decydentów, Polska wycofała się z istotnej części reformy polskiego systemu sądownictwa, likwidując powołaną wcześniej Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. W czerwcu Komisja Europejska pozytywnie zaopiniowała KPO, ale szefowa Komisji Ursula von der Leyen stwierdziła, że… nie oznacza to automatycznej wypłaty środków dla naszego kraju.

Nowa ustawa nie gwarantuje sędziom możliwości kwestionowania statusu innego sędziego bez ryzyka, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Tę kwestię należy rozwiązać, aby spełnić warunki przyznania środków z KPO i umożliwić Komisji uruchomienie pierwszej płatności – mówiła w rozmowie z polskimi mediami Ursula von der Leyen.

Choć ingerowanie unijnych urzędników – niewybieranych w demokratycznych procedurach – w wewnętrzne sprawy suwerennych państw nie zaskakuje, to te słowa budzą zdziwienie. Szefowa Komisji Europejskiej domaga się bowiem w praktyce zalegalizowania swego rodzaju anarchii prawnej w Polsce. Pozwolenie na kwestionowanie statusu sędziowskiego każdego polskiego sędziego, zrodzi chaos w całym systemie prawnym.

Cóż to jest „praworządność”?

Wypowiadając te słowa, Ursula von der Leyen powoływała się na przygotowywany przez Komisję Europejską raport o praworządności, w którym unijni urzędnicy oceniają co roku stan rządów prawa w poszczególnych państwach członkowskich UE.

W przypadku Polski, Komisja zarzuciła rządowi między innymi rzekome promowanie projektu obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „wymierzonego w osoby LGBTIQ”. Prawdopodobnie chodzi tu o projekt, dotyczący ograniczenia możliwości propagowania działań kwestionujących wartości rodzinne – głównie przez ruch LGBT. Ta inicjatywa polskich obywateli nie była jednak w żaden sposób promowana przez polskie władze, a jedynie została – zgodnie z obowiązującym prawem – dopuszczona do procedowania w sejmie. Krytyka ze strony Komisji to zatem de facto wezwanie rządu do łamania polskiego prawa i ograniczania praw obywateli do składania obywatelskich inicjatyw ustawodawczych. W raporcie pojawiają się też po raz kolejny kłamstwa o rzekomym istnieniu w Polsce tzw. „stref wolnych od LGBT”, a jego autorzy powołują się na raport ILGA Europe – lobbystów, którzy umieścili Polskę na ostatnim miejscu w rankingu państw „tolerancyjnych dla osób LGBT”.

Za oznakę problemów z praworządnością unijny urzędnicy uznali też między innymi rządowy projekt ustawy dotyczący „transparentności organizacji pozarządowych”, projekt ustawy o zmianie przepisów dotyczących obrazy przekonań religijnych oraz zawetowany przez Prezydenta Andrzeja Dudę projekt chroniący szkoły przed ideologiczną indoktrynacją środowisk LGBT. Polska jest także krytykowana za brak uznawania zawartych za granicą adopcji przez pary jednopłciowe, próbę ustanowienia organu odwoławczego do cenzorskich decyzji administratorów portalów społecznościowych oraz za wprowadzenie w ubiegłym roku stanu wyjątkowego w związku z kryzysem na granicy polsko-białoruskiej.

 

Ujawniamy prawdę o unijnych manipulacjach

Szukając przyczyny tak stronniczej treści raportu, warto spojrzeć na zamieszczoną na końcu dokumentu listę źródeł oraz instytucji i organizacji pozarządowych, z którymi spotykali się twórcy raportu, przy pracy nad jego zawartością. Na liście dominują takie media jak Gazeta Wyborcza, Onet, TOK FM, TVN 24 oraz organizacje takie jak Amnesty International, Fundacja Batorego, Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” czy Kampania Przeciw Homofobii. Nasi prawnicy także wzięli udział w spotkaniu z przedstawicielami Komisji, prezentując odmienne stanowisko na temat tego zagadnienia – oparte na przepisach prawa. Niemniej, pozostaliśmy w mniejszości.

W odpowiedzi na opublikowany raport, przygotowaliśmy analizę, w której wykazujemy, że unijne traktaty nie zawierają żadnej legalnej definicji „praworządności” czy „rządów prawa”, co sprawia, że wszelkie zawarte w nim zarzuty i zalecenia są oparte na subiektywnym pojmowaniu „praworządności” przez przedstawicieli KE. Zwróciliśmy też uwagę na fakt, że Komisja jest wybiórcza i stronnicza w ocenie rzekomego upolityczniania wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich. Krytykując Polskę choćby za łączenie stanowisk Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego, unijni urzędnicy nie widzą jednocześnie żadnego problemu w tym, że w Niemczech ważne funkcje w sądownictwie sprawują politycy partii rządzącej. Przykładem może być wiceprzewodniczący grupy parlamentarnej CDU, Stephan Harbarth, który został powołany na stanowisko Prezesa Trybunału Konstytucyjnego.

Co istotne, tegoroczne sprawozdanie po raz pierwszy zawierało także konkretne zalecenia, których wdrożenie ma poprawić stan praworządności w poszczególnych państwach członkowskich. Komisja już zapowiedziała, że kolejne edycje raportu „będą koncentrowały się na działaniach następczych podejmowanych w związku z tymi zaleceniami”, co może sugerować, że wkrótce Komisja przejdzie do egzekwowania swoich zaleceń.

 

Polska suwerenność jest w naszych rękach

Presja rośnie i niewątpliwie będzie narastać, ale wiele razy udało nam się już zatrzymać działania europejskich federalistów i globalistów. Często jako społeczność Ordo Iuris mieliśmy spory udział w międzynarodowych zwycięstwach z potężnymi lobbystami.

Dlatego nie mam wątpliwości, że musimy razem walczyć do końca. Nie ukrywam, że liczymy w tej walce także na Pana wsparcie, bo praca kompetentnych, profesjonalnych i skutecznych prawników kosztuje. Choć rozsądnie dysponujemy przekazywanymi nam środkami i minimalizujemy wszelkie wydatki to są konkretne koszty, które musimy ponieść, by na bieżąco monitorować działalność międzynarodowych organów i reagować na powracające zagrożenia.

 

Instytucje unijne produkują każdego miesiąca tysiące stron dokumentów i odnalezienie wśród nich realnych ataków na życie, rodzinę oraz wolność i suwerenność wymaga wielu godzin mozolnej pracy naszych analityków. To wielki wysiłek i konkretny koszt, ale wiem, że musimy to robić, bo nasze zniechęcenie i zrezygnowanie z czujnego monitoringu to coś, na co radykałowie czekają najbardziej. Jeśli będziemy zmuszeni do rezygnacji z tej aktywności, polskie społeczeństwo nawet nie dostrzeże, kiedy ideologiczne postulaty zostaną wprowadzone do polskiego porządku prawnego.

 

Weronika Przebierała

 

 

 

Comments