Dysonans poznawczy
Nazwy wakcyny

Stan umysłu | biesowata samotność

Franekoftheday

franekoftheday
Jestem psem restauracyjno-barowym. Dobrej szamki i miski z wodą nigdy nie odmawiam. A w @kolanko6 są najlepsze „ruskie” naleśniki.
 
 

Odpisane od Agnieszka Czachor: Moja siostra, która szkoliła się na różnych kursach z robienia zdjęć, zawsze, mnie amatorowi, powtarzała: "Każda fotografia musi opowiadać jakąś historię". Każda. Czasem się irytowałam. Oj, znowu się czepiasz. Pochwal, a nie wiecznie coś! Pochwalę, mówiła, jeśli będzie za co 🙂 ...

 

Ta fotografia opowiada ładnie i sprawnie czego chcą feministki. Czy to pies czy to bies? Biesowata samotność to jest to.

 

Dla mnie to jednak opowieść o psie labradorze - rasy wszystkożernej, nazywanej czasem "śmietnikiem" (też mam gagatka, co waży ponad 60 kg). 🙂 Trochę mi przeszkadza to nałożenie planów: nogi dziewczyny na głowie psa, ale może autor "łapał chwilę"...

Skoro masz takiego gagatka to wiele tłumaczy z twojego odbioru obrazka.
Nogi dziewczyny z tatuażem nałożone na głowę psa to nie jest przypadek.
 
Właśnie tego się obawiałem! 😉
 
PlacNowy22
Zaczajam się na rogach ulic i podpatruję ludzi. Wychwycone scenki często wypuszczam na blogi choć nie zawsze. Czasami zadrży mi ręka. Zostawiam niektóre obrazki zbyt mocne jako wspomaganie do rozważań filozoficznych i prac seminaryjnych.
 
Filozofia posiada również taką zaletę, że tworzy bufor, w którym można rozmawiać o wszystkim bez ekshibicjonizmu. Własne doświadczenia można, przy zastosowaniu odpowiedniej metody, ubrać w opisy nadające się do komunikacji w szerszym zakresie publikacji. Niekończące się opowieści w stylu "dziewczyna szuka szczęścia" w królewskim Krakowie, mało kiedy nadają się do bezpośredniej prezentacji. Po prawdzie w dzisiejszym stylu wytworzonym na blogach pokazane zostało wszystko i jeszcze więcej. Tym niemniej po przepuszczeniu przez tryb seminaryjny okazuje się, że autorom tylko wydaje się, że wszystko pokazują. Dopowiedzenia mogą przynosić wiele zaskakujących odkryć niełatwych do uchwycenia również dla bezpośrednich uczestników i uczestniczek.

 

Sięgam do bryku z Plotyna.
 
Umysł, nie jest tak doskonały jak Jednia, rozdwaja się, dzieli się na myśli i na to, co przez niego myślane. Umysł najpierw poznaje jednię, potem siebie, i dopiero to daje początek trzeciej hipostazie, czyli duszy. Dusza tworzy zmysłowy i cielesny wszechświat.
Patrząc od dołu zbieranie danych zmysłowych w całość jest nazywane "stanem umysłu". Dla Milenialsów wszystko jest stanem umysłu.
 
Kraków to stan umysłu.
Klimat to stan umysłu.
Ciało to stan umysłu.
 
Julka i Tomek potrafią wejść pod prysznic i umyć się nie dotykając własnego ciała. Owszem wyszorują się i wypucują ale siebie nie dotkną, bo to przecież "stan umysłu" a umysłu nie można dotknąć. Niedotykalność dotyczy w równym stopniu relacji międzyludzkich. Drugi człowiek jest "stanem umysłu" tak samo jak i wszystko inne. Gdzieś oczywiście tli się potrzeba bycia z innymi, ale Julka i tak będzie sama bez względu na to ilu ludzi znajduje się w pobliżu. W swojej pojedyńczości nie będzie odczuwać samotności. Wszystko jest miazgą i nieustannym procesem wykluwania się czegoś nowego. Ruch wykluwania daje jakieś złudne poczucie ruchu rzeczywistego, ale tak naprawdę pozostaje tylko złudzeniem. Tego rodzaju stanowienie nie jest nawet przysłowiowym kanałem z klapką, bo nie ma w owym świecie kanałów. Miazga. Dla osób ukształtowanych w XX wieku nie-do-pomyślenia.
W jakiś sposób pozostaje słowo, bo przecież jest tworem umysłowym. Można tą drogą do Julki dotrzeć, ale tylko czasami, w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach. Feministki i post-post-moderniści postarali się o dekonstrukcję struktury gramatycznej języka. Relacje międzyludzkie zostały zawieszone w czymś co przypomina watę cukrową. Cokolwiek by nie zrobić w kierunku drugiego człowieka grzęźnie w pomotanej przestrzeni.
Bywają chwile wyjątkowe gdy ktoś podobny do mnie uchwyci kontakt z Julką. Gdy zaczynam mówić swoim stylem i sposobem ona w pierwszej chwili odbiera moje wyjście jako atak na swoją osobę. Muszę ją najpierw poskładać, aby móc z nią być i rozmawiać na swoich warunkach. Poskładanie nie oznacza nic innego jak zburzenie jej świata. W rezultacie powstaje efekt łatwy do przewidzenia. Zwija się i zamyka jak ślimak w skorupie. No i mamy coś jeszcze gorszego niż było na początku. Stałem się zagrożeniem i wrogiem.

 

Cóż więc takiego podpatrzyłeś na prezentowanym obrazku?

To samo co na fotce pobranej z Instagram. Może tylko w trochę innej kolorystyce.

 

Kostycznie i akademicko można, a chyba i należy powiedzieć, iż takie rozumienie "stanu umysłu" jest szorstkowłosym, sprymitywizowanym rozumieniem filozofii XX wieku. Ale co z tego skoro ludzie tak żyją?
Milenialsi studiują filozofię na uniwersytetach. Pierwsze, i być może, jedyne co do nich dociera to głos, brzmienie głosu wykładowcy. Gdy mówca ma ładny głos to pójdą za nim jak szczury za flecistą. Przeprowadzaliśmy przedwstępne rozpoznanie co zostało z myśli księdza Tischnera. Okazało się, że brzmienie głosu. Czy można z samego głosu odczytać jakieś poglądy? Stoi przed nami nieoczekiwane i w pierwszej chwili wyglądające na niemożliwe do wykonania zadanie. Filozofia głosu - nowy rozdział myśli filozoficznej.

 

 A pies? Gdzie pies?😁

Znawcy i miłośnicy labradorów mają inne, dobrze ugruntowane spojrzenie. Te psy są łagodne i opiekuńcze. 
Świetnie nadają się na przewodników dla niewidomych i szerzej na opiekunów osób chorych. Stop. Nie mam psa więc lepiej abym więcej się nie wymądrzał.
 
W zamieszczonym obrazku patrzę na wizualną kompozycję. Pies jest sztafażem. Dodatkiem do uchwycenia samotnie siedzącej osoby. Podobna kompozycja samotnej osoby została postawiona w drugim obrazku. Tym co łączy oba jest biesowata samotność. Autoagresja widoczna na kilka różnych sposobów. W sygnałach z otoczenie i sylwetki ujętej osoby przemawiającej mową ciała. Obok psiej miski widać rozlany płyn przypominający krew. Podobny element kolorystyczny jest na drugim obrazku, z tym, że w wersji silnych szarości pozostaje słabo widoczny co nie znaczy, iż go nie ma. Możliwe, że podświadomie daje nawet silniejsze działanie. Wyłażą dziwne stwory-utwory w sumie mało filozoficzne zatem odstawię do osobnego wpisu.

 

 

Aha! Już rozumiem: dziaders spogląda na milenialsów! Motyw stary jak świat i mało przekonujący...😁

 


 

Millenials, mój ulubiony, choć mocno zapomniany już motyw. Polecam, jeśli dotąd nie spotkaliście.

 

Zajrzałem do "urban dictionary" -- yoga pants.
 
Ekstremalnie obcisłe spodnie dresowe noszone przez dziewczyny, aby obnosić się ze swoim tyłkiem, bez względu na to, czy są ładne, czy bardzo duże i potargane . Mówi się, że są popularne, ponieważ są „komfortowe”, ale tak naprawdę jest to po prostu odpowiedni do szkoły sposób, aby dziewczęta z liceum pozwalały chłopcom zobaczyć swój tyłek bez większego wysiłku.
Rzadko używany do rzeczywistego celu yogi.
W pierwszej chwili myślałem, że "pants" to są pończochy. A tu okazuje się, że spodnie.
 
 
-- Wojtek Oracz
 
 
 

Comments